zdj. rek. Wisła 11.19 W dniach 15-17 listopada 2019 r. w Wiśle-Idylii odbyły się rekolekcje ewangelizacyjne dla małżeństw prowadzone przez Diakonię Ewangelizacji z naszej diecezji. Zachęcamy do przeczytania świadectwa jednej z uczestniczek - Ani.

Pojechałam na rekolekcje do Wisły z nadzieją, że usłyszę i dowiem się czegoś, co uzdrowi nasze relacje małżeńskie. Może nie są jakieś arcytrudne, ale miodu nie ma niestety.  Z reguły zdarzało się tak, że to ja zabiegałam i dążyłam do rozmów i naprawiania relacji, ale tym razem miałam jakieś opory. Za to mój małżonek wydawał się bardziej chętny do wyjazdu. Skończyło się tak, że w ostatnim dniu rekolekcji znowu się pokłóciliśmy. Można by rzec: klapa jak stąd do Warszawy…

Chyba obojgu nam wydawało się, że w blasku chwały, przemienienia i Bóg wie jeszcze czego wyjedziemy z tych rekolekcji pełni miłości, czułości i zadowolenia.
No więc NIC takiego się nie stało. Wyjeżdżaliśmy rozczarowani, że poświęcając swój czas NIC nie zyskaliśmy… Jak stwierdził jeden z naszych przyjaciół „powinniśmy być wstrząśnięci i zmieszani, a byliśmy jedynie zmieszani” . Oczekiwałam, że coś mnie zaskoczy, dowiem się czegoś, o czym potem będę mówić „to było mocne”. Mijały godziny i słyszałam to, co już tysiąc razy wcześniej przerabiałam: „Jezus Cię kocha”, „jesteś grzeszna”, „zbawienie jest jest łaską”. Żadnych rewelacji… Jedyne, co dodawało mi otuchy, to nadzieja, że dla Boga nic nie jest przypadkiem. Już tyle razy w życiu pokazał mi jak cudownie uzdrawia i leczy moje zranienia.
No i… co rzeczywiście mnie trochę zaskakiwało, to wyjątkowy spokój, jaki miałam w sercu w czasie tego pobytu. Nie martwiłam się specjalnie nawet „śmierdzącą” wodą w kranie ani o dzieci, które zostawały pod opieką animatorów, czemu, znając moje nastawienie, dziwił się mój mąż. Konferencje i świadectwa animatorów dały mi doświadczyć jak potężny jest Bóg, skoro słabych, chorych i grzesznych ludzi uzdalnia i popycha do działania ku Jego chwale i ku radości ich samych. I choćbym nie wiem jak się starała, jeśli nie otworzę swojego serca na Boże działanie, ciągle tylko krytykując, wymagając czegoś lepszego, Bóg nic nie wskóra. Bo nie jestem MU nic winna! Bo wystarczy bym jedynie ZECHCIAŁA zauważyć, co i kogo Bóg stawia na mojej drodze, te zwykłe sytuacje i w nich powiedzieć Bogu „TAK” i ...robić swoje!
To wszystko docierało do mnie powoli w trakcie wydłużonej ze względu na korki (przypadek…?) drogi powrotnej z Wisły. Emocje po kłótni opadały. W ten sam wieczór udało nam się porozmawiać. Czy wróciliśmy uzdrowieni? Tak, tak, tak!!! Być może będziemy szukać jeszcze naszej wspólnej drogi na innego typu rekolekcjach, może tym razem małżeńskich. Może niektórymi rzeczami byliśmy rozczarowani. To wszystko jednak pokazało, że nawet trudniejsze i nie zawsze zachwycające sytuacje, jeśli czynione i spędzone dla Boga i z NIM zawsze przynoszą pokój, zgodę i po prostu Dobro.

Boże, dziękuję Ci za ten święty czas.
Pozwól mi otwierać moje serce na obecność innych ludzi w moim życiu.
Pozwól mi pozbyć się krytykanctwa, narzekania i niezadowolenia.
Daj przyjmować życie, jakie jest.
Niech potrafię doceniać wszystko, co przez innych robisz dla mnie, bym mogła po prostu „robić swoje” dla Ciebie i ku Twojej Chwale!
Amen

Ania