maxresdefault Na filmie „Nieplanowane” miałem okazję być już jakiś czas temu. O ile spodziewałem się samego zakończenia historii w sposób zbliżony, do ukazanego, o tyle miło zostałem zaskoczony przez kilka kwestii.
Zacznijmy jednakże od tego, że cały film opowiada historię Abby Johnson, byłej dyrektorki jednej z klinik aborcyjnych w Stanach Zjednoczonych, jej drogę do tego stanowiska oraz sposób, w jaki z niego zrezygnowała. Historia jej życia obfituje co najmniej w kilka wyborów, które następnie rzutują na jej przyszłość w klinice aborcyjnej oraz na samo zakończenie opowieści.

Na pewno możemy spodziewać się w nim przynajmniej kilku „mocnych” scen, obok których ciężko jest przejść obojętnie. Pierwszą rzeczą, która mnie zaciekawiła jest sposób tłumaczenia sobie rzeczywistości w taki sposób, aby nam odpowiadała. W psychologii takie zjawisko można nazwać „racjonalizowaniem”, czyli uzasadnianiem swoich wyborów w sposób usprawiedliwiający osobę, która racjonalizuje dane wydarzenie. Abby wielokrotnie na ekranie stara się wytłumaczyć czy to rodzicom, mężowi, czy nawet samej sobie, że praca w klinice aborcyjnej jest stuprocentowo zgodna z wartościami chrześcijańskimi. „Przecież, gdybym miała tam nie pracować, Bóg na pewno by mi to jakoś powiedział” albo „Przyjmę jutro stanowisko dyrektorki, bo gdyby Bóg chciałby inaczej, to na pewno by coś zrobił”. Pojawiają się także tłumaczenia takie jak niesienie ulgi kobietom w trudnej sytuacji życiowej oraz jeszcze inne argumenty, które w innym kontekście miałyby zupełnie pozytywny wydźwięk. Kolejnym istotnym dla mnie elementem, była obecność modlących się ludzi pod płotem niemalże w każdym kadrze, w którym przedstawiana była klinika aborcyjna. Konkretnie mam na myśli ich postawę. W jednej z początkowych scen możemy ujrzeć zbiorowisko przed ogrodzeniem kliniki, z którego wyróżnia się osoba machająca kosą – która pragnie tymże symbolem pokazać światu, jakie zło dzieje się za ścianami budynku. O ile sama idea walki o życie nienarodzonych jest jak najbardziej słuszna, o tyle metoda jaką przyjęła ta konkretna postać może budzić już pewne wątpliwości. W jednej z późniejszych rozmów okazuje się, że Marilisa, która jest jedną z modlących się pod ogrodzeniem ludzi, oznajmia głównej bohaterce, że ten „Ponury Żniwiarz” wcale nie był razem z nimi. W wielu innych momentach widzimy, że osoby spod ogrodzenia rozmawiają z przyjeżdżającymi na parking kliniki kobietami i często udaje się im odwieść je od tej decyzji. Ostatnią i chyba najistotniejszą rzeczą, która została we mnie po tym filmie jest przedstawienie pracowników kliniki aborcyjnej, może poza jej byłą dyrektorką, która jest tutaj przedstawiona wyraźnie jako postać negatywna. Otóż kobiety te funkcjonują na podobnej zasadzie, co Abby, z tą różnicą, że może niekoniecznie są wierzące. Jednakże ich obraz nie jest w żaden sposób odczłowieczony. Kiedy Abby zachodzi w ciążę, wszystkie organizują wspólną zabawę z tej okazji, ciesząc się jej szczęściem. Myślę, że takie przedstawienie osób z drugiej strony jest dość potrzebne, ponieważ niejednokrotnie możemy spotkać się z dehumanizowaniem osób, mających inne poglądy. Czasami spoglądamy na nich jako na potwory, które po prostu mordują dzieci, nie widząc tego, że mimo wszystko to też jest człowiek i to taki jak ja. Tylko ma inne poglądy. Myślę, że po obejrzeniu filmu „Nieplanowane” warto zadać sobie pytanie, ile we mnie jest z Abby Johnson. Jak często i jakimi sposobami staram się wyjaśniać sobie swoje zachowanie? Warto także rozejrzeć się wokół czy naszymi decyzjami nie ranimy bliskich i niekoniecznie od razu musi chodzić w nich o aborcję.
Kończąc całą tę wypowiedź, uważam, że jest to film zdecydowanie wartościowy i warty obejrzenia, nawet nie jako zapoznanie się z pewną historią i mniej lub bardziej prawdziwymi faktami, ale bardziej jako motywację do zastanowienia się nad sobą, szczególnie, że mamy już czas adwentu i dobrze byłoby przygotować się do nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia należycie.
Mateusz Mazurek